Dawno nie byłem w moim pobliskim parku. Tak naprawdę od czasu, kiedy małe kaczuszki zaczęły dorastać. Niespodziewana informacja sprawiła jednak, że w parku pojawiłem się znów z aparatem. A chodziło o obecność nowych mieszkańców stawu. Pośród licznych krzyżówek stwierdzona została także para niewidzianych tu mandarynek. Chciałem je zobaczyć na własne oczy. No i były. Najpierw samiczka potem samczyk. W międzyczasie okazało się, że także kokoszki, które do tej pory były raczej skryte, zaczęły dość śmiało zbliżać się do brzegu. A zatem i one “załapały się” na krótką sesję fotograficzną. Oto one:















