Sony a6500 w fotografii przyrodniczej, czyli bezlusterkowiec daje radę!

Jak wielu z was wie, od jakiegoś czasu przeszedłem na bezlusterkową stronę fotografii. Niektórzy, mam wrażenie, uważają ją za gorszą, bardziej amatorską. Niesłusznie i postaram się to udowodnić. Nie tylko opisem tego co mi się podoba w moim aparacie, ale przede wszystkim zdjęciami.

Co wybrałem?

Wiele osób pyta mnie – „co wybrałeś, jest tyle opcji – Olympus, Fuji, Sony?”. Już mówię – mój wybór padł na system Sony. Był to najlepiej znany mi system w momencie pierwszego wyboru, czyli wiosną 2016 roku, kiedy potrzebowałem poręcznego aparatu do fotografowania dziecka i makrofotografii manualnymi szkłami. Najlepiej znany za sprawą prezentacji Rafała Wylegały podczas festiwali Sztuka Natury w Toruniu. Ale nikt w owym momencie nie traktował małego bezlusterkowca jako aparatu, który może być wołem roboczym do wszystkiego.

Półtora roku temu mój wybór padł na Sony a6000 z obiektywem 16-50. Aparacik w rozsądnej cenie, z względnie dużą matrycą, bo APS-C. No i malutki, poręczny, można zabrać wszędzie, albo mieć pod ręką na półce. Trzeba tu sobie szczerze powiedzieć, że obiektyw ten do najbardziej solidnych nie należał. Ale coś za coś – albo lekki i mały, albo solidny. Jego wadą było także to, że nadmiernie zniekształcał obraz. Na szczęście to nie stanowi problemu – robiąc zdjęcia w JPG aparat sam koryguje obraz, a do RAWów jest w Lightroomie profil. Po roku używania zdecydowałem się na upgrade do a6300. Wtedy też zapadła sakramentalna decyzja – koniec z lustrzanką. Kolejne 3 miesiące później zmieniłem korpus na a6500. Dlaczego tak szybko? Okazało się, że najsensowniejszym zestawem do fotografii ptaków jest Tamron 150-600 z mocowaniem Sony A oraz przejściówka LA-EA3. Niestety obiektyw w tej wersji nie posiada stabilizacji, a przy takiej ogniskowej to bardzo potrzebna rzecz. Stąd szybko zainwestowałem w a6500, który ma stabilizowaną matrycę. A, że wszystkie te korpusy są niemal identyczne, to nie musiałem się uczyć nowych rzeczy, co też cieszy.

Seria Sony a6000

Powyżej: Wszystkie 3 aparaty tej serii są niemal identyczne z wyglądu… ale tylko z wyglądu 🙂
Źródło: sony.pl

 

Sony a6500 – co w nim lubię i z czego korzystam

Przechodząc do rzeczy, chciałbym skupić się na tych funkcjach aparatu, które są przydatne i z których korzystam na co dzień. Nie będę robił dokładnego testu i analiz laboratoryjnych, bo to możecie znaleźć gdzie indziej. Skupię się na użyteczności aparatu w terenowej fotografii przyrodniczej. Myślę, że sensowny będzie podział na rodzaje tematów, zatem na pierwszy ogień…

Makrofotografia

Fotografowanie małych kwiatów i owadów to jedno z moich ulubionych zajęć. Mogę wtedy odnaleźć świat, którego na co dzień nie widać. Co zatem sprawia że Sony a6500 sprawdza się w tego rodzaju fotografii?

  1. Mogę używać dowolnego obiektywu manualnego, np. z gwintem m42 przez przejściówkę. W makrofotografii autofocus nie jest często aż tak istotny, a możliwość podpięcia np. taniego obiektywu Wołna-9 (o którym pisze tu: Wołna-9, czyli bąbelki bez przeróbek) jest bezcenna.
  2. Używając manualnego ostrzenia (czy to w obiektywie manualnym czy z autofocusem) mogę wielokrotnie przybliżyć dowolny fragment kadru. Dzięki temu jestem w stanie trafić z ostrością w pożądany punkt. Każdy kto próbował ręcznie ustawiać ostrość w lustrzance powinien to docenić. Dla mnie to jedna z ważniejszych zalet bezlusterkowców.
  3. Aparat jest tak mały, że gdy odchylę ekran i położę go na ziemi, mam naprawdę niską perspektywę.

Fotografia ptaków

Tu, co może również zadziwić wielu sceptyków, aparat radzi sobie bardzo dobrze.

Szybkostrzelność

To w tym aparacie jedna z kluczowych cech. I jest ona na poziomie uwaga – 11 klatek na sekundę. Imponujący wynik. Przy takim ustawieniu tracimy na moment obraz, ale gdybyśmy chcieli mieć obraz faktycznie ciągły w wizjerze lub na ekranie, to wystarczy przejść na nieco niższą wartość – 8 klatek na sekundę. Osobiście uważam że fakt znikania obrazu na moment przy 11 klatkach nie przeszkadza. Fotografując ptaka w locie wiem, w którym kierunku leci i z jaką mniej więcej prędkością, zatem podążanie za nim nie jest trudne, a taki przerywany podgląd obrazu i tak pozwala mi na skorygowanie panoramowania.
Czy 11 czy 8 klatek w ciągu sekundy – każdy ptasiarz wie, że im więcej tym lepiej. Bo jeśli chcemy sfotografować coś więcej niż ptaka siedzącego statycznie na kołku, to musimy zdać się trochę na przypadek. Wciskamy spust migawki i a nuż coś ciekawego się uda uchwycić. Wiem, że brzmi to mało górnolotnie, ale tak to jest, ludzkie oko i refleks po prostu są za wolne w pewnych sytuacjach.

Byłbym zapomniał, bufora zapełnić się chyba nie da…mieści 105 rawów! Mnie udało się dojść do 45 zdjęć w buforze, więc zapas jest bardzo duży.

Autofocus

Sony chwali się jednym z najlepszych systemów autofocusa obecnie na rynku – 425 punktów detekcji fazy i 169 punktów detekcji kontrastu. I to wszystko pokrywa cały kadr, a nie tylko jego centralną część. Na papierze robi wrażenie. W prawdziwym życiu aż tak bardzo tych imponujących liczb nie widać, ale AF działa bardzo dobrze. I o to chodzi. Trafia tam gdzie trzeba i robi to szybko (oczywiście zależy to od podpiętego obiektywu). Jeśli używamy natywnego obiektywu Sony, to oprócz pomiarów punktowego, strefowego, szerokiego możemy także korzystać z wariantów tych trybów z opcją śledzenia. To również działa choć wiele zależy od fotografowanego motywu.

Tryb bezgłośnej migawki

To coś co doceniłem względnie niedawno. Polega on na tym, że migawka mechaniczna nie pracuje, a w jej miejsce działa migawka elektroniczna. Ma to dwie zalety: po pierwsze zmniejsza się ryzyko poruszenia aparatem.Ale druga rzecz jest jeszcze lepsza – leżąc w czatowni, czy fotografując kogoś z ukrycia jesteśmy bezgłośni. Nie płoszymy ptaków, nie przyciągamy niczyjej uwagi. Świetna rzecz. Co prawda szybkostrzelność nam wtedy spada znacznie, ale nie można mieć wszystkiego.

Zdjęcia nocne

Tu miałem chyba największe obawy. Mój ostatni aparat, który miał matrycę APS-C (Nikon D300) radził sobie z nocnymi zdjęciami raczej słabo. Tu matryca ma taki sam rozmiar. Na szczęście, jesteśmy o kilka generacji matryc do przodu i jakość obrazu jest zadziwiająco dobra. Nawet przy czułości ISO rzędu 4000 obraz jest przyjemny, czytelny i o dziwo nie wymaga bardzo dużego odszumiania. Miłe zaskoczenie i duży plus.

Ergonomia

Niektórzy narzekają na ergonomię, że przyciski nie tam gdzie trzeba i nie takie jakby chcieli. A co tak naprawdę jest potrzebne? Czy przypadkiem opinie sceptyczne nie wynikają z przyzwyczajenia do innej „klawiszologii”? Co trzeba przyciskać, żeby coś ustawić?

Co na górze?

Kółko nastawów chodzi dobrze, zresztą praktycznie zawsze jest u mnie w pozycji „A”. Przydatne są przyciski C1 i C2, pod które można zaprogramować funkcje aparatu z dość szerokiego wachlarza. Ja używam jednego z tych przycisków (taka zaszłość z a6300, który miał tylko jeden przycisk C1 na górze aparatu) i mam pod nim zaprogramowane przybliżenie fragmentu zdjęcia przy manualnym ostrzeniu (to o którym wspominałem przy temacie makrofotografii). Trzymając wizjer przy oku trafiam na przycisk palcem bez problemu.

Poza tymi mamy tu jeszcze pokrętło do ustawiania czasu (w trybie „S”) lub przysłony (w trybie „A”). Pokrętło jest jedno, a co w trybie manualnym („M”) ? Wtedy za drugie pokrętło „robi” to ulokowane na tylnej ściance, które domyślnie służy do ustawiania korekcji ekspozycji. Wszak w trybie manualnym nie korygujemy własnoręcznie ustawionej ekspozycji, więc takie rozwiązanie się sprawdza.

Co z tyłu?

Prezentując tył aparatu chciałbym przede wszystkim skupić się na kilku najważniejszych rzeczach. Po pierwsze „Fn”, którego wciśnięcie wywołuje menu widoczne powyżej na ekraniku (gdybyśmy mieli wizjer przy oku to pokazałoby się ono oczywiście w wizjerze). Najlepsze jest to, że wszystkie 12 elementów możemy wybrać i zaprogramować sami. Ja mam te, które przez czas mojego używania tego aparatu były mi najbardziej potrzebne. Czyli są tu: Tryb pracy migawki (pojedyncze czy seryjne zdjęcia i szybkostrzelność), tryb pracy autofocusa (pojedyncze zdjęcie, ciągły, manualny), tryb pomiaru AF, korekcja ekspozycji, czułość ISO, pomiar światła, dwa nastawy dotyczące stabilizacji matrycy, balans bieli, tryb bezgłośnej migawki, i dwa inne związane z kręceniem filmów, ale ich raczej nie używam. Nie odrywając wizjera od oka mogę te parametry korygować w dość szybki sposób. A sam klawisz „Fn” też można wyczuć pod palcem.

Korzystam jeszcze czasami z chwilowego wyłączenia autofocusa (AF/MF), gdy chcę złapać najpierw ostrość na jakimś obiekcie, a później przekadrować.

Największe kółko, o którym wspomniałem już przy korzystaniu z trybu „M”, w pozostałych trybach służy po prostu do korygowania ekspozycji (+/-). Nie muszę wciskać przycisku i kręcić kółkiem, po prostu kręcę i już. Sprawdza się. O pozostałych klawiszach nie będę się rozwodził, bo działają zgodnie z oczekiwaniami podobnie w każdym systemie.

Wspomnę jeszcze tylko, że do menu głównego wchodzę tylko wtedy, gdy chce się sformatować kartę. Wszystko inne robię z poziomu klawiszy i menu skróconego. Nie jest tak, jak niektórzy mówią, że ergonomia w Sony jest fatalna. Fakt, wymaga trochę przyzwyczajenia, ale da się.

Co w ergonomii trochę boli

Mimo wielu plusów jest jednak pewien zgrzyt. Dostęp do karty pamięci. Żeby zmienić kartę, trzeba otworzyć klapkę…baterii. Bateria co prawda trzyma się sztywno za sprawą niebieskiego „dzynksa”, ale dalej wcale nie jest łatwo. Wciskamy kartę, żeby ją odblokować, ta lekko wyskakuje. I tu pojawia się problem – wyjąć lekko wysuniętą kartę ze slotu przy aparacie zamontowanym nisko przy ziemi (na „patelni” lub rozstawionym do poziomu statywie) jest trudne i wymaga sporo wprawy. Trzeba złapać kartę za brzegi i ją wyciągnąć, co przy tej pozycji aparatu jest wyzwaniem. Szczególnie w rękawiczkach. Da się, ale można było to lepiej i wygodniej zaprojektować. Ja rozwiązuję ten problem trochę inaczej. Mianowicie naciskam kartę w taki sposób, żeby wyskoczyła ze slotu sama. Zdaje egzamin, ale gdyby karta była w odrębnym slocie, a nie razem z baterią, byłoby znacznie wygodniej.

A może jednak pełna klatka?

Zastanawiałem się nawet czy warto jest przejść na pełną klatkę, czyli na Sony a7R II lub ostatnio zaprezentowany i bardzo ciekawie się zapowiadający nowy a7R III i póki co nie zdecydowałem się. Dlaczego? Jakość obrazu z a6500 jest na tyle dobra, że nie czuję takie potrzeby w tym momencie. Owszem, 48MPixeli z pełnej klatki robi wrażenie i jakość byłaby jeszcze lepsza, ale obawiam się, że nie na tyle, że chciałbym za nią płacić 2 i pół raza tyle co za obecnie używany korpus. Poza tym dwa razy większe pliki RAW oznaczają dwa razy wolniejsze zgrywanie, otwieranie plików, obrabianie. Do tego potrzeba 2 razy więcej przestrzeni na dysku. Owszem, jest nadmiar danych i można zdjęcie znacznie przyciąć, ale mimo wszystko obstaję przy swoim. Poza tym, a6500 jest lekki, malutki i dyskretny, sprawia wrażenie kompakta, a nie aparatu o możliwościach lustrzanki. To też jest plus.

Niedomagania

Nie ma nigdy tak, że dostajemy sprzęt idealny. Nie inaczej jest i tym razem. I chyba nie wynika to z podejścia producenta (choć wszyscy producenci świadomie ograniczają pewne funkcje w niższych modelach, żeby kupować później te droższe), tylko z pewnych kompromisów i krótkiej historii bezlusterkowców.

Mały zasób obiektywów natywnych

Relatywnie mały, bo oczywiście można dobrać sobie zestaw o odpowiednich parametrach – mnie się udało. Mam obiektyw bardzo szerokokątny, standardowy zoom, obiektyw do makrofotografii, średni teleobiektyw i długi teleobiektyw. Najbardziej jednak bolesny niedobór obiektywów jest przy długich ogniskowych, a te są niezbędne dla ptasiarzy czy fotografów zwierząt w ogóle. Tu w zasadzie możemy wybrać albo względnie nowy i drogi obiektyw Sony 100-400 albo tak jak ja – Tamrona 150-600 i przejściówkę LA-EA3. Chodzi oczywiście o to, żeby zachować funkcję autofocusa i żeby działała ona co najmniej akceptowalnie. Z czasem pewnie obiektywów będzie przybywało. Im bardziej popularne będą robiły się bezlusterkowce, tym wybór powinien być większy.

Droższe szkła

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że obiektywy z marką Sony są przynajmniej o kilkanaście, a czasem i więcej procent droższe od ich odpowiedników w Canonie i Nikonie. Za to korpusy wydają się przy podobnej cenie mieć większe możliwości. Pewnie taka jest polityka firmy. Warto jednak mieć na uwadze, że za szkła trzeba trochę więcej płacić i nie zawsze jest to uzasadnione jakością.

Bateria

To jest pięta achillesowa wszystkich bezlusterkowców, choć to się powoli zmienia, co widać na przykładzie a7R III. Zasilanie to trochę kwestia kompromisu. Jeśli aparat ma być mały i lekki, to nie może mieć dużej i ciężkiej baterii. Z kolei konsumpcja prądu przez bezlusterkowce jest większa niż w lustrzankach z racji tego, że obraz oglądamy cały czas na ekranie lub w wizjerze. Ale nie jest też tak, że poziom baterii znika w oczach. Wszystko zależy od trybu pracy – mnie przy jednej z sesji ptasich udało się na jednej baterii zrobić ponad 1000 zdjęć, przy czym wiele było zdjęciami seryjnymi. Prawdą jest to, że w bezlusterkowcach żywotność baterii raczej przelicza się na czas włączenia aparatu niż na ilość klatek zrobionych. Ekran i wizjer po prostu „ciągną” swoje i tego się nie zmieni. Generalnie używam 3 baterii i jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby to było za mało. Także czepianie się, że trzeba często zmieniać baterię też jest trochę przesadzone.

Podsumowując

Najlepszą rekomendacją dla tego korpusu, a w zasadzie nawet systemu jest to, czy zmieniłbym go teraz na inny. Nie, nie zmieniłbym. To co mam i w jaki sposób działa odpowiada mi. Niedomagania są z nawiązką rekompensowane przez zalety. Być może przyjdzie taki czas, że na mojej półce zamiast (lub obok) a6500 pojawi się a7R III, bo to aparat, którego możliwości obiecują wiele. Pytanie na ile sprawdziłby się w terenie? Musimy poczekać, aż ktoś go w warunkach polowych po prostu sprawdzi.

Czy polecam a6500 do fotografowania przyrody? Zobaczcie jakie zdjęcia nim zrobiłem i sami oceńcie, czy warto.

Wiewiórki to wyzwanie dla autofocusa, kto próbował je fotografować, to wie 🙂

Jelenie we mgle to znów niełatwy temat dla AF.

Efekt pracy przy 11 kl/sek. Jedno z wielu zdjęć.

Inna dynamiczna scena, jeden z zarejestrowanych kadrów z większej serii.

Grzybki z bardzo niskiej perspektywy. Tryb powiększenia fragmentu kadru pozwolił ustawić ostrość tam gdzie trzeba.

Jak widać zdjęcia nocne wyglądają bardzo dobrze. ISO 4000.

Makrofotografia w trudnych warunkach oświetleniowych. Obiektyw Sony 90mm/2.8 Macro zdecydowanie daje radę.

Znów Sony 90mm/2.8 Macro. Jedno z moich ulubionych zdjęć.

Maki przy torach kolejowych

Konwalia majowa sfotografowana jednym z obiektywów manualnych na m42 przez przejściówkę.

Woda i kamienie

Wodospad Wielkiej Mumlavy. A może to Islandia? 😉

Przylaszczka i obiektyw Wołna-9 przez przejściówkę.

 

Da się? Da się 😉

    • Michał Stanecki Naturalnie, 9 listopada 2017, 21:01

    Odpowiedz

    Również w mojej opinii – technicznie bezlusterkowce spokojnie dają radę zastąpić lustrzanki. Sam również się o tym przekonałem zamieniając Canona na Olympusa. I również dostrzegam więcej zalet niż wad. Bo w fotografii przyrodniczej takich bonusów jak ciche fotografowanie, szybkostrzelność i niewielkie rozmiary sprzętu nie sposób przecenić. Myślę, że właśnie takie teksty świadomych użytkowników mogą przyczynić się do obalenia mitu niezastąpionych lustrzanek. Kawał dobrej roboty. Brawo Michał.

    • Jerz, 10 listopada 2017, 11:46

    Odpowiedz

    Dzięki Michał, mój D300s powoli zaczyna odchodzić do lamusa.

    1. Odpowiedz

      Jerzu, Sony to nie jedyna opcja, popatrz też na inne 🙂

    • efka, 12 listopada 2017, 19:53

    Odpowiedz

    Bardzo dziękuję Michale za ten tekst. Zaczyna mnie męczyć noszenie ciężkiego sprzętu. Co raz częściej rezygnuję z robienia zdjęć pamiątkowych bo nie chce mi się brać mojego nikona D700 na spacer czy do cioci na imieniny. Myślałam o bezlusterkowcu ale aż do dziś nie znalazłam tekstu który by mi wyjaśnił tak to działa, co się da zrobić bezlusterkowcem a czego nie. Dzielenie włosa na cztery w specjalistycznych testach nic mi nie mówi a Twoje wskazówki wiele wyjaśniają. Pozdrawiam

    1. Odpowiedz

      Cieszę się, że mogłem pomóc 🙂

    • Mateusz, 14 listopada 2017, 12:51

    Odpowiedz

    Cześć! Świetne fotki! 🙂 Widzę, że przesiadałeś się z Sony a6000. Jak porównałbyś szumy na czułościach około ISO 3200? Duża jest różnica na korzyść a6300/6500?

    1. Odpowiedz

      Szczerze mówiąc w czasie a6000 bałem się ISO powyżej 1600… Dziś górną granicę w AutoISO mam ustawioną na 6400, ale to także kwestia podejścia (zmieniło mi się w pewnym momencie po prostu, przestałem się bać). Różnica na korzyść jest na pewno, ale nie umiem Ci dokładnie opisać jak duża. Na pewno zauważalna. To jednak kolejna generacja matryc i układów opracowujących obraz. A że odbiór szumu to kwestia indywidualna…. 😉 Są chyba nawet jakieś porównania a6000 z a6300/6500 i tam o szumie też jest mowa. Musisz jednak samodzielnie poszukać 😉

    • Mateusz, 14 listopada 2017, 14:35

    Odpowiedz

    Dzięki! Wiem, szukałem nawet, ale zależało mi na bezpośredniej opinii kogoś, kto używał 🙂 Pozdrawiam!

    • Piotr Tamborek, 28 listopada 2017, 18:03

    Odpowiedz

    A nie mówiłem kolego Michale, że te wynalazki Sony się sprawdzają. Byłem jednym z pierwszych posiadaczy, którzy uwierzyli w bezlusterkowce. Czego dowodem są zakupione przed 10 laty 2 af Sony R1 z optyką Zeissa 24-120. Do studia do zdjęć paszportowych nadal działają poprawnie, i są nie do zdarcia. Oczywiście miałem A55, A65, A6000, A7II i inne. Niestety na ponad 40 lat noszenia dużej torby. Na emeryturę zostawiłem sobie A6000 ze stałkami Sigmy, Art małe lekkie, ale robią swoje. Bardzo dobry artykuł, przejrzysty, rzeczowy – tak trzymaj!!! Zapraszam na festiwal Sztuka Natury do Torunia. Pozdrawiam, Piotr Tamborek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.