Tematem dzisiejszego wpisu będą żabie wiosenne igraszki. A żaby to niewątpliwie ciekawe stworzenia, które szalenie lubią zaskakiwać fotografów. Po pierwsze nigdy do końca nie wiadomo, kiedy rozpoczną swoje gody. Obserwacja zmian w pogodzie pozwala określić pewne ramy czasowe, ale nigdy nie są one na tyle precyzyjne, żeby móc jednoznacznie powiedzieć kiedy trzeba jechać w teren. Dlatego do tego zagadnienia można podejść na dwa sposoby. Po pierwsze próbować wiele razy i a nuż się trafi. Takie podejście wymaga jednak sporo czasu. Można to też zrobić inaczej. A mianowicie dogadać się z kilkoma innymi pasjonatami żab i sprawdzać sytuację w terenie na zmianę. Ogromnym plusem tego podejścia jest to, że mamy precyzyjne informacje z terenu bez poświęcania na to wiele czasu. W tym roku skorzystałem z tej drugiej opcji i dzięki temu dokładnie wiedziałem kiedy jechać na zdjęcia żab.
Bycie w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie to niestety nie koniec problemu. Jak już się trafi na żabie wiosenne igraszki w ich podmokłym świecie, problemem staje się znalezienie kadru. Najczęściej w naturalnym środowisku panuje chaos. Żaby szaleją pośród trzcin i innych wodorośli. Gdy pojawia się jakaś fajna sytuacja, to najczęściej jakaś trawka lub trzcinka przesłania część kadru, co potrafi zburzyć najlepszą kompozycję. Ma to swoisty walor naturalności, ale w fotografii jednak dążymy do pewnej harmonii, ładu, porządku. Czasem się udaje, ale najczęściej nie. A tym razem wyszło to tak:


















