No i stało się, kolejny zimowy Plener Pilsko jest już historią. To już mój siódmy raz. Zdjęcia z poprzednich możecie znaleźć TUTAJ. Tegoroczna edycja była dla mnie trudniejsza niż zwykle. Kłopoty zdrowotne naszego niezastąpionego Zygmunta sprawiły, że podjąłem się organizacji tegorocznej edycji pleneru. Pod wieloma względami nie było to łatwe, bo Zygmunt bardzo wysoko postawił poprzeczkę. Na szczęście uczestnictwo we wcześniejszych edycjach dawało wiedzę logistyczną, a życzliwość uczestników dodawała mi otuchy. Organizacyjnie wszystko się udało. Ale to nie wszystko!

Wisienką na torcie okazały się warunki pogodowe na szczycie Pilska. Takiego “warunu” nie było chyba jeszcze podczas żadnego naszego pleneru. Piątkowy wschód słońca z niesamowitymi chmurami podświetlonymi słońcem, inwersją, silnym wiatrem oraz pokrytymi szadzią drzewami nie daje się zapomnieć. Wchodząc na szczyt Pilska wiedziałem, że będzie dobrze, ale na samej górze okazało się, że trafiłem do jakiejś magicznej krainy. Było niesamowicie, ale i ciężko. Kilka osób nabawiło się nawet delikatnych odmrożeń. Myślę jednak, że było warto. Sobota przyniosła zmianę pogody, wiatr się zmienił, chmury spowiły całą górę. Ale to też miało swój urok. Takie są góry. A kolejny Plener Pilsko już za rok!