Jeziorska czas trwa…

Jak już wspomniałem we wcześniejszym wpisie [Jeziorska czas], pod koniec sierpnia zaczyna się bardzo ciekawy okres w przyrodzie, a mianowicie przeloty ptaków migrujących. Cofka Zalewu Jeziorsko odsłania liczne błotniste łaszki, gdzie najróżniejsze ptaki siewkowe znajdują doskonałe warunki do żerowania i odpoczynku przed dalszą podróżą. Oprócz nich, wspomniany akwen jest doskonałym miejscem bytowania dla wszelkiej maści kaczek, czapli czy bocianów czarnych. Jakby tego było mało, nie jest żadną anomalią doliczenie się tysiąca żurawi, czy gęsi. Jeziorsko jesienią to po prostu raj dla ptaków i te to skrzętnie wykorzystują. A to z kolei dokonała okazja dla fotografów przyrody na spełnianie swojej pasji.

Kolejna nieprzespana noc

Niestety. Dogodne miejsca do fotografowania nad Jeziorskiem są oddalone od Łodzi o około godzinę drogi samochodem (nawet w nocy, kiedy na wielu skrzyżowaniach wyłączona jest sygnalizacja świetlna, a korki to tylko wspomnienie dnia poprzedniego). Przy każdym wyjeździe trzeba zrobić prostą kalkulację. Ostatnia wyglądała tak: wschód słońca 5:50, trzeba być na miejscu godzinę przed wschodem słońca, do tego godzina jazdy, 20 minut przygotowań (toaleta, śniadanie). Rachunek jest prosty i bezlitosny – budzik trzeba ustawić na 3:30. Nie ma lekko, ale jak zwykle obietnica bycia świadkiem bliskości natury jest silniejsza od powiek 😉

Terenowy automatyzm

Temat ptaków wodno-błotnych w tym konkretnym miejscu ćwiczyłem już tyle razy, że mogę podejść z dużą dozą automatyzmu. Akcesoria typu czatownia, mata, „patelnia” z głowicą – wszystko czeka w worku w bagażniku samochodu. Do torby fotograficznej pakuję teleobiektyw z aparatem, a zapasowe baterie, karty pamięci i pilota bezprzewodowego wyzwalania dodatkowo pakuję do woreczka. Dzięki temu łatwiej mi ogarnąć w czatowni niezbędne akcesoria – wszystko czego trzeba jest w woreczku. Jem nieduże śniadanie i ubieram się solidnie – leżenie na ziemi zawsze obniża komfort termiczny, a do tego jeśli będzie wiatr od wody, to dodatkowo odczuwalna temperatura spadnie o kilka stopni. Ja marznąć nie lubię, dlatego wolę się ubrać za ciepło niż miałbym odczuwać chłód. Takie podejście jeszcze nigdy mnie nie zawiodło.

Zgodnie z planem, godzinę przed wschodem słońca leżę już w czarowni ulokowanej na błocie, jakieś 10 metrów od krawędzi wody. Ptaków jeszcze nie ma. Niebawem jednak przylatuje pierwszych kilka czapli białych i kwokaczy. Podchodzą naprawdę blisko, ale warunki na razie pozwalają jedynie na oglądanie i ewentualne eksperymenty. W takich sytuacjach przydaje się wężyk spustowy lub pilot bezprzewodowego wyzwalania. Dotykając aparatu i wciskając spust migawki przy długich czasach możemy mieć pewność, że zdjęcie będzie nadawało się do kosza. Ale jeśli wykonamy zdjęcie bez dotykania aparatu, może z tego wyjść coś ciekawego… choć i tak większość ląduje w koszu 😉

Dużo światła to też problem

Wydawałoby się, że im więcej światła, tym lepiej. Paradoksalnie, są tematy, których fotografowanie jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe, jeśli światła jest dużo. Jednym z nich są czaple białe – kontrast pomiędzy jasnym ptakiem a ciemnym tłem powoduje, że albo tło będzie za ciemne, albo ptak zbyt jasny. Dlatego robienie zdjęć ma w tym przypadku sens tylko przez około godzinę do półtorej po wschodzie słońca. W sytuacji, gdy jest mgła lub słońce jest za chmurami, nie ma tego problemu.

Ptaków moc

Sesję fotograficzną tego dnia mogę zaliczyć do udanych. Mimo, że czapli było mniej niż zwykle, to z kolei siewek było więcej. Dodatkowo, w pobliżu pojawił się spory konar, który prawdopodobnie spłynął wraz z wodą w to miejsce. Pojawiły się zatem nowe możliwości dla ptaków. Za kilka dni na pewno wrócę w to miejsce na kolejną sesję…

1 komentarz

    • Kazik, 2 września 2018, 08:48

    Odpowiedz

    Bardzo udany wyjazd; swietny „gratis” z tym konarem. Tak 3maj;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.