W życiu  fotografa przychodzi taki czas, kiedy idealna ostrość i doskonałość techniczna zdjęć przestaje cieszyć. Chciałoby się wtedy poszukać czegoś, co sprawi, że zdjęcia będą się wyróżniały pośród tysięcy innych. Można zdjęcia modyfikować w postprodukcji, ale można także skorzystać z  narzędzi typowo fotograficznych, jak zmodyfikowany obiektyw. Takie „szkła” można kupić na przykład na allegro, ale można pokusić się o modyfikację samemu. Najlepszym połączeniem prostoty konstrukcji i niskiej ceny jest znany w zasadzie wszystkim obiektyw Helios 58mm/2, niegdyś montowany w aparatach serii Zenit. Występuje w wielu wersjach, ale mnie do zabawy w przeróbki posłużyła wersja 44m4.

Rozebrać obiektyw czy nie?

To co może odstręczać od rozebrania obiektywu to myśl, że nie da się go na pewno złożyć z powrotem. Otóż bać się nie trzeba. Po pierwsze, w przypadku niepowodzenia koszt jest na tyle niski, że da się go przeboleć, a po drugie, konstrukcja jest na tyle prosta, że rozebranie i złożenie obiektywu nie nastręcza żadnych kłopotów. Odkręcamy pierścień mocujący i wyciągamy soczewki. I już. A że wszystko jest dopasowane, to możemy soczewki włożyć tą samą stroną i wylądują one w miejscu, gdzie były pierwotnie. Ale przecież chodzi o modyfikację.

Moje pierwsze kroki

Pierwsza przeróbka obiektywu, jakiej się w życiu „dopuściłem” to tzw. Petzval mod. Celem było osiągnięcie efektu podobnego do mocno wiekowej konstrukcji Petzval. W obiektywie Helios 58mm można to osiągnąć na przynajmniej dwa sposoby – odwracając frontową soczewkę lub przedostatnią od końca. Ja wybrałem ten drugi wariant, gdyż odwrócenie soczewki pierwszej bez wstawienia solidnego pierścienia dystansowego oznaczałoby uszkodzenie samej soczewki, a tego chciałem uniknąć (a niczego co mogłoby mi posłużyć za odpowiedni pierścień dystansowy nie miałem). Efekty są ciekawe, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że przy tego typu przeróbkach ostrość nie może być priorytetem. Obraz względną ostrość utrzymuje i tak tylko w centrum kadru, więc aby uzyskać pożądane kadrowanie, zmuszeni jesteśmy do cięcia w programie graficznym. Ponad to główny „bajer”, czyli specyficzne bliki można uzyskać tylko fotografując pod słońce i to względnie niskie, więc nie pozostaje inna pora jak tylko świt, rosa i wstające słoneczko. Ale fotografowanie takimi „wynalazkami” daje dużo frajdy, mimo, że jest trudne… Aha, efekt jest na tyle charakterystyczny, że dość szybko się nudzi, ale naprawdę warto tej zabawy spróbować!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *