Sposoby na nieporuszone zdjęcia

Często spotykam się z jękiem zawodu u osób, które kupiły sobie aparat z obiektywem hyper-zoom (rzędu 50x). Okazuje się, że wszystkie zdjęcia zrobione na dłuższych ogniskowych są poruszone. Jak to możliwe? Jak mówił Pan Majster w Kabarecie „Dudek” – „Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bondź pan głomb”.

Sposoby na nieporuszone zdjęcia

Skąd to poruszenie zdjęć, skoro aparat miał być taki dobry? Jeśli fotografowałeś z ręki, najprawdopodobniej dlatego, że nie zastosowałeś zasady „1/ogniskową”.

Zasada 1/f

Każdy amator fotografowania powinien poznać i stosować pewną bardzo prostą, ale ważną zasadę. Mówi ona, że żeby wykonać z ręki nieporuszone zdjęcie, trzeba ustawić czas naświetlania równy 1 dzielone przez ogniskową (1 / ogniskową) lub krótszy. Czyli jeśli robimy zdjęcie przy ogniskowej 50 mm, to czas powinien być nie dłuższy niż 1/50 sekundy. Ogniskowa jest ogniskową i rozmiar matrycy nie ma tutaj znaczenia. Tzw. „crop factor” (czyli mnożnik wielkości matrycy) nie wpływa na tę zasadę.

Mój aparat ma stabilizację!

Większość aparatów dziś ma stabilizację matrycy lub obiektywów, dzięki czemu jesteśmy w stanie łamać powyższą zasadę i fotografować przy czasach dłuższych. Przykładowo efektywność stabilizacji określona dla aparatu na poziomie 4 EV (tzw. 4 działki) oznacza, że możemy fotografować przy czasie 16 razy (2 razy, 2 razy, 2 razy, 2 razy) dłuższym niż 1/ogniskową. Jest to szalenie istotne np. w ciemnych pomieszczeniach, gdzie bez statywu byśmy po prostu nie dali rady. Byłbym jednak daleki od hura optymizmu. Co co podaje producent zwykle jest wynikiem jakiś pomiarów laboratoryjnych, a rzeczywistość jest zupełnie inna. Wydajność stabilizacji zależy także, a może przede wszystkim od tego w jak pewny sposób trzymamy aparat i czy nam się ręce trzęsą (chociażby z zimna). Także polecam dość ostrożnie podchodzić do danych producentów w tym zakresie.

Statyw, statyw, statyw

Przyjęło się, że jak widzimy fotografującego ze statywem, to musi być to profesjonalista. Wcale nie musi, może to być równie dobrze amator, który po prostu wie, że w wielu sytuacjach statyw jest niezbędny. Trójnóg waży swoje i dlatego często nie chce nam się go nosić. To błąd. Żadna inna metoda nie zapewni nieporuszonych zdjęć w takim stopniu jak dobry (nie koniecznie drogi!) statyw. Dzięki niemu możemy fotografować krajobraz o świcie lub nocą. Możemy bez trudu siedzieć w czatowni wiele godzin i fotografować zwierzęta. Możemy także w pewnym zakresie stosować go do makrofotografii nieruchomych obiektów (owadów o świcie czy roślin). Bez niego wszystkie te rzeczy byłyby bardzo trudne, jak nie niemożliwe.  Jaki statyw wybrać? Przede wszystkim taki, który jest stabilny. Unikałbym tanich konstrukcji, bo te na dłuższą metę się nie sprawdzą. Trzeba zwrócić uwagę także na wysokość po rozłożeniu, wagę i to czy nogi rozkładają się do poziomu. Bez tej ostatniej cechy nie będziemy mogli fotografować tuż znad poziomu ziemi. Możemy jeszcze wybrać materiał, z jakiego statyw jest wykonany – aluminium lub włókna węglowego. Osobiście preferuję lżejsze węglowe, ale niektórzy uważają, że szybciej się zużywają. Używam takiego statywu od ładnych kilku lat i nie narzekam.

Oprócz statywu istotna jest także głowica, która montowana jest na jego szczycie i służy nam do manipulowania aparatem. Najczęstszym i chyba najbardziej uniwersalnym wyborem będzie głowica kulowa. Jeśli chcemy montować ciężki teleobiektyw, to głowica gimbalowa będzie odpowiednia. Tak czy siak trzeba zwrócić uwagę na nośność całego zestawu. Co nam po statywie i głowicy, które nie utrzymają stabilnie najcięższego zestawu aparat/obiektyw jaki mamy?

Czasem statyw nie daje gwarancji…

Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że gwarancja nieporuszonego zdjęcia ze statywu wymaga jeszcze pewnych elementów, żeby układanka była kompletna. W mojej praktyce okazało się, że nawet najbardziej stabilny statyw i dobra głowica nie dają pewności nieporuszonych zdjęć. Lustro, które „klapie” może wzbudzić niewielką wibrację aparatu. Niestety wielokrotnie się przekonałem o tym oglądając zdjęcia po powrocie z terenu. Żeby zniwelować ten problem większość lustrzanek ma tryb uniesienia lustra przed wykonaniem zdjęcia. Polega to na tym, że pierwsze przyciśnięcie spustu migawki unosi lustro (od tego momentu nic w wizjerze nie widać), następnie należy chwilę odczekać i wcisnąć spust kolejny raz, żeby wyzwolić migawkę. Ale tu pojawia się kolejny problem – dotykając spustu migawki również wywołujemy poruszenie aparatu i to często większe niż samo lustro. Ale i na to jest sposób.

Kiedyś, dawno, dawno temu (ale nie w odległej galaktyce, tylko tu u nas) aparaty korzystały z mechanicznych wężyków spustowych. Były to rurki ze sztywnym rdzeniem, którego naciśnięcie na jednym końcu powodowało wysunięcie się elementu na drugim końcu i w efekcie wyzwolenie migawki. W erze elektroniki mamy do dyspozycji wężyki elektroniczne oraz piloty bezprzewodowe. Zastosowanie takiego rozwiązania w połączeniu z trybem uniesienia lustra (chyba, że fotografujemy bezlusterkowcem, wtedy nie musimy sobie tym zawracać głowy) zapewni nam 100% pewność, że zdjęcie nie będzie poruszone. Może się jednak okazać, że mimo pieczołowitego przygotowania i wykonania zdjęcia zgodnie z powyższymi zaleceniami, ostrości nie uzyskamy…. bo elementy fotografowane będą w ruchu (liście na wietrze, samochody, itd.). Czasem jest to wręcz pożądany efekt, czasem wręcz przeciwnie… wszystko zależy jednak od okoliczności i wizji fotografa…

 

7 komentarzy

  1. Dodałbym 2 istotne uwagi: w przypadku dlugich teleobiektywów, na silnym wietrze, nawet przy solidnym statywie/głowicy może okazać się niezbędne dociążenie np zawieszonym workiem foliowym wypełnionym ziemią, kamieniami. Nie wspominasz o elektronicznym wyzwalaniu migawki (dedykowanym „wężykiem radiowym” lub aplikacja w smarfonie połączonym przez Wi Fi lub bluetooth z aparatem ( w tę funkcję wyposażonych jest coraz więcej aparatów)…

  2. ….. ” Ogniskowa jest ogniskową i rozmiar matrycy nie ma tutaj znaczenia. Tzw. „crop factor” (czyli mnożnik wielkości matrycy) nie wpływa na tę zasadę „…

    Jak w takim razie wytłumaczyć dlaczego producent aparatu (Nikon) przy ustawieniach autoISO ustawia czas w przypadku matryc APS-C 1,5 x krótszy ?

  3. Fajny zgrabny tekst.

    Jeżeli chodzi o wiatr, to dodałbym rozhuśtany pasek od aparatu – nie pomaga. Za to zdjęcie go, i owszem.

    Osobiście poruszając się po rubieżach trójkąta ekspozycji, kiedy staję przed ciężkim wyborem: z którego parametru zejść teraz, żeby prawidłowo naświetlić kolejną fotografię – staram się nie przeginać. Wolę nie doświetlić zdjęcia, niż mieć prawidłowo naświetlone poruszone zdjęcie. Później to już korekty przy obróbce RAWa.

    A jak to jest z oceną ostrości na aparacie? Cyfrowe zoomy w live-view, bo przecież samo ostrzenie to podstawa. A czy podgląd zrobionego zdjęcia i maksymalne jego powiększenie na ekranie aparatu, nie wystarczy?

    Pozdrawiam.

    1. Hehehe, dlatego ja aparatu przy pasku nie mam już od lat – zawsze bardziej przeszkadza niż pomaga. Nie przywykłem do noszenia ciężarów na szyi 🙂
      Co do oceny ostrości zdjęcia w samym aparacie – uważam, że trzeba się tego nauczyć własnym doświadczeniem – ale przy odrobinie wprawy można ocenić na wyświetlaczy aparatu czy zdjęcie będzie ostre 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *