Lato to czas, kiedy swoje kroki najczęściej kieruję na łąkę, gdzie fotografuję świat owadów i kwiatów. Przyciąga mnie urok porannych mgieł, zroszonych pajęczyn i niskiego porannego światła, które tworzy fantastyczne obrazy. A czasami po prostu chęć podpatrzenia tego co dzieje się w mikroświecie. W jaki sposób fotografuję w takich okolicznościach? Jakie mam swoje patenty, żeby mieć jak najwięcej zdjęć udanych? Poczytajcie, a może coś z moich doświadczeń ułatwi Wam fotografowanie w terenie. Zaznaczam też, że pojęcie „makrofotografia” traktuję dosyć luźno, bo nie oznacza ono tu koniecznie skali odwzorowania 1:1 lub większej.

Kiedy najlepiej fotografować i dlaczego?

Osobiście najbardziej lubię fotografować o poranku, zwłaszcza wtedy, kiedy jest dużo rosy. Jakie są korzyści?

  • Najpiękniejsze niskie światło o przyjemnej, ciepłej barwie.
  • W przypadku zdjęć w kontrze (pod światło), możliwe jest złapanie czerwonych i pomarańczowych blików w nieostrościach w tle. Może to być samo słońce (tylko gdy jest tuż nad horyzontem), prześwity pomiędzy liśćmi krzewów i drzew, odblaski na kropelkach rosy w trawie.
  • Światła cały czas przybywa, więc nie ma sytuacji, kiedy musimy skończyć fotografowanie z powodu tego, że jest ciemno (tak się dzieje gdy robimy zdjęcia o zachodzie).
  • Często w dolinach rzek i nad zbiornikami wodnymi unosi się mgła, która podświetlona niskim słońcem nabiera szczególnej magii.
  • Owady są uśpione i nie uciekają do momentu, gdy osuszą skrzydła i nagrzeją swoje niewielkie ciała. Dzięki temu łatwiej się do nich zbliżyć bez ryzyka ich wypłoszenia. Makrofotografia terenowa wymaga bardzo ostrożnego stawiania kroków, żeby nie spłoszyć modeli.
  • O świecie najczęściej nie ma wiatru, który jest największym wrogiem fotografii małych obiektów. To co wydaje nam się bardzo delikatnym wietrzykiem, w mikroświecie jest wichurą, która nie pozwala poprawnie ustawić ostrości. Makrofotografia wymaga możliwie dużej stabilności.

Oczywiście największym minusem fotografowania o poranku latem jest brak możliwości wyspania się, bo trzeba być w terenie już około 4:30.

Obiektywy i akcesoria

W tym punkcie można by bardzo wiele napisać, ale postaram się to ograniczyć do niezbędnego minimum, żeby Was nie zanudzić. Zrobię to w punktach:

  • Najlepszy komfort pracy i najwyższą jakość otrzymujemy z dedykowanego obiektywu makro, najlepiej o współczynniku powiększenia 1:1 (obiekt mający np. 10mm średnicy będzie na matrycy aparatu również miał taką średnicę).
  • Im dłuższa ogniskowa obiektywu makro, z tym większej odległości osiągniemy oczekiwaną skalę odwzorowania. Posługując się przykładem – przy obiektywie makro o skali odwzorowania 1:1 o ogniskowej 15mm (tak, są takie obiektywy makro!) minimalna odległość ostrzenia będzie w granicach około 12 cm, obiektywu o ogniskowej 60mm będzie to ok. 20cm, a 180mm aż 47cm. Zatem im bardziej płochliwy nas obiekt, tym dłuższej ogniskowej potrzebujemy. Ma to niestety swój minus, bo im dłuższa ogniskowa, tym krótsze czasy naświetlania są potrzebne do wykonania nieporuszonych zdjęć. Coś za coś. Dlatego zawsze warto wyważyć swój złoty środek i ocenić w praktyce na ile jesteśmy w stanie się zbliżyć nie płosząc naszych modeli i modelek.
  • Makrofotografia to dziedzina, która chyba jak żadna inna, pozwala na zastosowanie różnych narzędzi. Możemy korzystać ze wspomnianych wyżej dedykowanych obiektywów makro, ale istnieją także inne rozwiązania jak pierścienie pośrednie, mieszki czy soczewki powiększające. Każde z tych rozwiązań może być zastosowane ze zwykłym obiektywem dla uzyskania efektu makro, ale można je także sprzęgnąć z obiektywem dedykowanym makrofotografii dla uzyskania niesamowitych powiększeń.
  • Bardzo ciekawe efekty można osiągnąć stosując stare obiektywy i pierścienie pośrednie, szczególnie w zakresie bokehu (więcej o bokehu znajdziecie we wpisie: Bokeh).

Z lampą czy bez lampy?

Osobiście bardzo rzadko sięgam po lampę błyskową/światła ciągłego, żeby doświetlić scenę. Jestem gorącym zwolennikiem oświetlenia w 100% naturalnego, a po lampę (LED, montowaną na pierścieniu filtrów obiektywu) sięgam niezwykle rzadko i chyba tylko dlatego, żeby nie zakurzyła się za bardzo. Zastosowanie dodatkowego oświetlenia dałoby się moim zdaniem uzasadnić tylko wówczas, gdyby zależało nam na bardzo dużym powiększeniu (a to pociąga za sobą konieczność zachowania niezwykle krótkiego czasu naświetlania) i uzyskaniu możliwie największej głębi ostrości.

Technika fotografowania – statyw czy bez statywu?

Tu odpowiedź powinna brzmieć „to zależy”. Od czego? Warto sobie zdawać sprawę z tego, że rozstawianie statywu w wysokiej trawie pociąga za sobą poruszenie wielu ździebeł, a to z kolei najczęściej skutkuje ucieczką modeli. Ponad to, jeśli jest choć lekki wiatr, to statyw nam niewiele pomoże, bo trawka, na której siedzi owad będzie się ruszać. Moim zdaniem wykorzystanie statywu w tego rodzaju fotografii jest mimo wszystko ograniczone i mało praktyczne, jednakowoż od czasu do czasu uzasadnione.

Zupełnie inaczej ma się sytuacja, gdy fotografujemy z poziomu ziemi. Wówczas możemy aparat położyć wprost na podłożu (i położyć się za aparatem albo odchylić ekran i patrzeć na niego z góry) albo na woreczku z piaskiem lub torbie dla troszkę wyższej perspektywy. Takie położenie sprzętu zapewnia również dosyć dobry stopień stabilizacji, a co za tym idzie większy odsetek ostrych zdjęć.

Autofocus czy ostrzenie ręczne?

Obiektywy makro zwykle mają dosyć powolny system automatycznego ostrzenia, przez co jest on mało użyteczny i lepiej po prostu ostrzyć ręcznie. Czasami jednak, podczas robienia zdjęć nowoczesnym obiektywem makro wyposażonym w szybki i bezgłośny silniczek, korzystam z systemu AF z dobrym skutkiem. Korzystam wówczas z pomiaru punktowego, wskazując miejsce ostrzenia. Takie podejście ma sens w sytuacjach, gdy nasi modele są szybcy i ruchliwi.

Głębia ostrości – co zrobić by ją zwiększyć?

Czasami jest tak, że chcemy mieć płytką głębię ostrości. Wówczas po prostu ustawiamy przysłonę na minimum i robimy zdjęcia. Ale co, jeśli chcemy mieć większy zakres ostrości? Pierwsza i najbardziej oczywista czynność to zwiększenie wartości przysłony. Ale to wydłuży nam czas naświetlania lub zmusi nas do podwyższenia czułości ISO. Czy można coś zrobić, żeby nie musieć zmieniać tych ustawień? Mój sposób jest następujący: odsuwam się od obiektu i robię mu zdjęcie z troszkę większej odległości. Dzięki temu, głębia na fotografowanym modelu jest większa. Żeby jednak wrócić do oryginalnego (najbardziej oczekiwanego) kadru, po prostu przycinam zdjęcie w postprodukcji. Zwykle jest tak, że mamy sporo zapasu jeśli chodzi o rozdzielczość i możemy sobie pozwolić na kadrowanie w granicach rozsądku.

Zdjęcia seryjne i „bujanie się”

Makrofotografia terenowa wymaga specjalnego podejścia, dlatego teraz chwilę o technice, którą stosuję od dłuższego czasu. Wydaje się dosyć skuteczna. Stosuję ją zarówno przy zdjęciach bez statywu, jak i wówczas, gdy aparat jest na nim zamontowany. Trzeba zdać sobie sprawę przede wszystkim z tego, że człowiek podczas robienia zdjęć nigdy nie jest nieruchomy jak kamień. Widać to doskonale w wizjerze aparatu, gdy nasz obiekt raz jest ostry raz nie. Bardzo płytka głębia ostrości oznacza, że przesunięcie aparatu o milimetr do przodu czy do tyłu powoduje, że inna część naszego obrazu jest ostra. A ostrość musi być po prostu „w punkt”, w przeciwnym razie zdjęcie będzie nadawało się tylko do kosza. Żeby być trochę bardziej stabilnym, podczas robienia serii zdjęć wstrzymuję oddech jak snajper przed strzałem. Brzmi to może śmiesznie, ale naprawdę pomaga.

Mając świadomość tego delikatnego bujania się, ustawiam ostrość w pożądanym miejscu. Gdy fotografuję owady, to najczęściej staram się trafić „w oko” i wykonuję serię kilku zdjęć. Powtarzam operację kilkakrotnie. W efekcie mam kilkanaście zdjęć, z których mogę wybrać to najlepsze. Często pomiędzy tymi seriami zmieniam delikatnie parametry (głównie przysłonę lub ISO). Zdarza się niestety, że warunki są tak trudne, że żadne z serii się nie nadaje. Dzieje się tak najczęściej, gdy czas naświetlania jest zbyt długi dla danej sytuacji, a jednocześnie nie chcę podnosić czułości ISO ponad pewien próg akceptowalności. Wiem, że ponoszę ryzyko nieudanych zdjęć i w pełni je akceptuję.

Na co zwracam szczególną uwagę?

  • Po pierwsze ostrość musi być idealnie tam, gdzie powinna – w przypadku owadów jest to dla mnie oko. Jeśli chodzi o kwiaty to różnie, ale najczęściej albo płatki albo pręciki/słupek.
  • Fotografując owady przy bardzo płytkiej głębi ostrości trzeba mieć świadomość, że cały model ostry nie będzie. Ewentualnie będzie ostry w bardzo rzadkich sytuacjach. Dlatego ważna jest decyzja co do punktu ostrzenia, ale i głębi ostrości (czyli zastosowanej wartości przysłony).
  • Pamiętajmy również, że większa wartość przysłony powoduje zwiększenie pola ostrości nie tylko na obiekcie, ale i wpływa na mniejsze rozmycie tła.
  • Kolejnym poziomem trudności jest uchwycenie wielu owadów w jednym kadrze w taki sposób, żeby na każdym z nich była ostrość tam, gdzie być powinna. Oczywiście są sytuacje, kiedy celowo chcemy, żeby ostry był tylko jeden – to znów zależy od tego co chcemy pokazać.
  • Makrofotografia to dziedzina, w której siadamy na widowni (czyli w trawie) i zaczynamy obserwować aktorów. Wielu z Was na pewno zdziwi się ile „tam na dole” się dzieje!
  • To co podkreślam przy każdym rodzaju fotografii – obraz składa się z naszego głównego obiektu/obiektów oraz z tła – oba te aspekty są tak samo ważne i muszą współgrać.

Mam nadzieję, że zawarte powyżej informacje okażą się dla Was przydatne w pracy terenowej. Makrofotografia pozwala odkrywać nowe, fascynujące światy. Jeśli macie ochotę pooglądać trochę zdjęć, zapraszam do galerii „Owady i pajęczaki”.

Życzę dobrego światła i ciekawych spotkań w terenie!

Jedna odpowiedź do “Makrofotografia – moje sposoby”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *