Karkonoskie potoki

Tego bloga zacząłem prowadzić niemal równo 2 lata temu. Jednakowoż 90% moich fotograficznych doświadczeń zebrałem zanim zdecydowałem się dzielić z Wami fotografiami przemyśleniami w formie bloga internetowego. Takim doświadczeniem było z pewnością jesienne fotografowanie potoków i wodospadów w Karkonoszach jesienią 2017 roku, któremu chcę poświęcić tej wpis.

Jak do tego doszło?

Zacznę od tego, że jako członek władz stowarzyszenia fotograficznego często spotykam się z pytaniem potencjalnych kandydatów – „a co da mi członkostwo w stowarzyszeniu?”. Jest wiele odpowiedzi na to pytanie, jedne mniej, inne bardziej oczywiste. Z pewnością korzyścią dla każdego jest możliwość poznania ludzi o podobnych zainteresowaniach. To z kolei ma kilka konsekwencji – uczymy się od siebie wzajemnie, wymieniamy informacje i możemy współpracować w zakresie realizacji swoich planów. Wracając do pytania z nagłówka – kiedyś w rozmowie z Bogusią, koleżanką fotograficzną ze Śląska, doszliśmy do wniosku, że chcemy pofotografować wodospady w Karkonoszach. Dlatego też zebraliśmy niewielką ekipę łódzko-śląską, a termin pleneru określiliśmy na połowę października, oczekując zdjęć w prawdziwie jesiennych okolicznościach.

Miejsce na potoki i wodospady

Karkonosze są bardzo dobrym miejscem do fotografii potokowo-wodospadowej. Jako bazę wypadową wybraliśmy miejscowość Przesieka, zlokalizowaną w połowie drogi między Karpaczem a Szklarską Porębą. Październik to już czas, kiedy w kwaterach można przebierać niemal jak w ulęgałkach. Dlatego wybraliśmy taką, z której można było w ciągu kilku minut piechotą dotrzeć nad potok Podgórnej i jego największą atrakcję – wodospad. Niewiele dalej mieliśmy nad kaskady Myi – kolejne ciekawe miejsce. Wodospadów i potoków w Karkonoszach jest mnóstwo, ale nam zależało na odwiedzeniu jednego szczególnego – wodospadu Wielkiej Mumlavy w Harrahovie (po czeskiej stronie). Przed wyjazdem robiliśmy w Internecie poszukiwania ciekawych miejsc w okolicy i ten wodospad wywołał efekt „wow”. Potwierdziło się to zresztą na miejscu.

Warto odwiedzić Karkonosze

To może dość trywialne stwierdzenie, bo wiele jest takich miejsc w naszym kraju. Tu jednak chodziło o realizację konkretnego celu fotograficznego i do tego Karkonosze nadają się idealnie. Wręcz tak idealnie, że wiosną 2018 powtórzyliśmy plener. Był też plan na 3. wyjazd w te same góry, ale życie pokrzyżowało nasze plany. Ale na pewno jeszcze kiedyś…

Tak czy siak – rozmawiajcie ze sobą, wymieniajcie się doświadczeniami i realizujcie wspólnie projekty fotograficzne. Naprawdę warto!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.