Sony FE 200-600mm w terenie

Pełnia lata w ciągu dnia nie zachęca do wyjazdu w teren – chyba, że nad wodę, żeby pomoczyć stopy. Ale na zdjęcia raczej nie. Jest jednak taka pora dnia, kiedy praktycznie o każdej porze roku warto jeździć w teren – świt i poranek. I w minioną sobotę wybrałem się w bardzo dobrze mi znany teren – okolice Ldzania nad rzeczką Grabią. Dawno tam nie byłem i chciałem zobaczyć czy wiele się zmieniło. Miałem dodatkową motywację i cel wyjazdu – sprawdzić jak w warunkach polowych sprawdza się mój nowy nabytek – teleobiektyw Sony FE 200-600mm f/5.6-6.3 G OSS. To zupełnie nowa konstrukcja, bardzo wyczekiwana przez użytkowników bezlusterkowców Sony. To pierwszy tele-zoom z natywnym bagnetem Sony FE, który zapewnia tak długą ogniskową i nie kosztuje przy tym tyle co nowy samochód. Owszem, tani nie jest, ale za konstrukcje o podobnych możliwościach marek na „C” i na „N” trzeba zapłacić podobnie. Widać na przykładzie lustrzanek, że producenci niezależni tacy jak Tamron czy Sigma z powodzeniem wprowadzają na rynek teleobiektywy o dużych możliwościach i do tego w konkurencyjnych cenach. W bezlusterkowcach to na pewno tylko kwestia czasu. Ale na dziś dla korpusów Sony, FE 200-600 jest w zasadzie jedynym wyborem dla fotoprzyrodnika. No prawie, ale o tym za chwilę.

Czego używałem do tej pory

No właśnie, przecież z powodzeniem w minionych latach fotografowałem czaple i inne ptaki. Czego mi zatem brakowało, skoro zdjęcia są całkiem dobre? Zacznijmy od tego, że tym co służyło mi za podstawowe narzędzie do fotografii ptaków był Tamron 150-600 w wersji G1 (czyli tej starszej). Cenowo bardzo przystępny, kupiłem używany kilka lat temu za ok. 3000 zł. Obiektyw się sprawdzał na tyle, na ile pozwalały jego możliwości. Pierwszym problemem było to, że przeznaczony był do systemu Sony A, czyli do lustrzanek. Zatem podłączenie go do korpusu w moim przypadku wymagało skorzystania z przejściówki LA-EA3 (tej bez własnego systemu AF). Można powiedzieć, że prawie wszystko działało. Miałem w pełni funkcjonalny system autofokusa, który funkcjonował zarówno w trybie pojedynczym jak i ciągłego ostrzenia. Niestety najbardziej zaawansowany tryb AF mojego aparatu, czyli wybór punktu z kadru, który ma być śledzony w trybie ciągłym był niedostępny. Cóż, braki wywołują zawsze dodatkową dozę kreatywności, więc radziłem sobie wykorzystując inne tryby. Nie było tak wygodnie i czasem trzeba było pokombinować, ale dało się pracować z dobrymi efektami.

Trochę więcej narzekania na Tamrona

Wadą Tamrona była także jego konstrukcja, która o ile przy 150mm miała 37cm długości, to przy ustawieniu 600mm miała aż 45cm. A do tego jeszcze trzeba doliczyć grubość przejściówki. Ten feler pociągał za sobą jeszcze jedną komplikację – przy zmianie ogniskowej obiektyw potrafi zaciągać do wnętrza pyłki. Nie robiłbym jednak z tego szczególnego problemu, bo nie zauważyłem, żeby po kilku latach pracy tym obiektywem (a nie kupiłem go nowego!) pyłki w jakiś sposób degradowały jakość obrazu. Ot „ten typ tak ma”.

Zmiana długości obiektywu ma też pewną inną negatywną cechę, którą dostrzegłem dopiero podczas fotografowania samolotów. A te fotografuje się w locie, panoramując, trzymając cały zestaw w rękach. Wszelka zmiana ogniskowej podczas takiego fotografowania powoduje zmianę środka ciężkości i trudniej jest całość opanować. W fotografii ptaków, kiedy wszystko zamontowane jest na statywie nie ma to w zasadzie znaczenia.

Trudno nie wspomnieć o jeszcze jednym „felerze”, a mianowicie wersja Sony A nie posiadała wbudowanej stabilizacji. Ta jak wiadomo pomaga w uzyskaniu dłuższych czasów w ręki (znów – bardziej istotne przy zdjęciach samolotów i śmigłowców). Przy zdjęciach ze statywu znów nie ma to szczególnego znaczenia. Częściowo załatwiała sprawę stabilizacja wbudowana w aparat. Mam jednak wrażenie, że ta w obiektywach jest bardziej skuteczna.

Podsumowując, mimo pewnych braków, i konieczności kombinowania, obiektywu dało się używać z zadowalającymi lub dobrymi efektami.

Nowość: Sony FE 200-600mm f/5.6-6.3 G OSS

Jak wiadomo, prędzej czy później, przychodzi czas zmian. Od zawsze wiadomo, że obiektywy dedykowane do danego mocowania i aparatu pracują lepiej niż te od innych systemów przez nawet najlepsze przejściówki. Dlatego fotografowie przyrody oraz sportu bardzo czekali na teleobiektyw z natywnym bagnetem FE. Wiele osób mówiło do niedawna, że bezlusterkowce Sony nie nadają się do fotografowania natury, bo nie ma do nich odpowiednich obiektywów. W chwili obecnej raczej ten argument nie ma już racji bytu, bo Sony wypuściło ostatnio kilka teleobiektywów, w tym 200-600mm.

Co zatem sprawia, że Sony FE 200-600mm f/5.6-6.3 G OSS jest potencjalnym kandydatem na bardzo dobre narzędzie fotograficzne?

  • Mocowanie Sony FE, a zatem nie potrzeba żadnych przejściówek. Dzięki temu wszystko działa znacznie szybciej i pewniej.
  • Bardzo cichy i szybki silnik – przelatuje całą skalę ostrości przez około jedną sekundę.
  • Obsługuje wszystkie tryby AF, w tym te zaawansowane ze śledzeniem.
  • Nie zmienia długości podczas zmiany ogniskowej.
  • Jest uszczelniony, więc teoretycznie powinno być łatwiej zachować w nim czystość i sprawność działania.

Porównanie ostrości

Pokusiłem się o zrobienie zdjęć Tamronem i Sony, a następnie porównanie ich side-by-side. Wygląda to tak:

Zdjęcia były wczytane do Lightrooma i wyświetlone obok siebie w powiększeniu 1:1. Myślę, że sami widzicie, który obiektyw jest ostrzejszy. Tu wątpliwości nie ma.

Wrażenia w terenie

To co na papierze czy w internetowych opisach produktów to jedno, a to jak się dany sprzęt sprawdza w terenie to czasem zupełnie co innego. Zabrałem więc nowe szkiełko nad Grabię, gdzie spodziewałem się spotkać sarny i małe oraz trochę większe ptaki.

Wszystkie zdjęcia robiłem z ręki (nawet te przed wschodem słońca), bo chciałem sprawdzić jak skuteczna jest stabilizacja.

1/200s, 600mm, f/6.3, ISO 3200, zdjęcie z ręki
Młody gągoł.
1/1000s, 600mm, f/6.3, ISO 1600.
Sarny. Test autofocusa przy oddalającym się dość szybko obiekcie. Zaliczony.
1/1000s, 600mm, f/6.3, ISO 2000
Młody gąsiorek.
1/1000s, 600mm, f/6.3, ISO 1600
Temat zupełnie nie dla teleobiektywu…a może jednak? Minimalna odległość ostrzenia to 2,4m. Zdjęcie lekko przykadrowane.
1/1000s, 600mm, f/6.3, ISO 125
Młody gąsiorek po raz kolejny.
1/2500s, 200mm, f/5.6, ISO 100
Krajobraz takim teleobiektywem? Czemu nie!
1/1000s, 600mm, f/9, ISO 1600.
Świtezianki.
1/640s, 600mm, f/6.3, ISO 3200
Kocanka i mrówki.

Podsumowanie

Ten obiektyw jest dla mnie w zasadzie krokiem do przodu pod każdym względem: autofokusa, szybkości działania, stabilizacji, solidności budowy, ostrości obrazu. Myliłby się jednak ten, który uznałby ten krok za milowy. Owszem, jest lepiej, ale byłbym za zachowaniem ostrożności w zachwytach. Może to wynik wrodzonego krytycyzmu? A może po obiektywie, który kosztuje 9000zł oczekiwałbym jeszcze trochę więcej? A może po prostu mój test był za krótki. Tak czy owak uważam, że decyzja o zakupie była słuszna i podjąłbym ją jeszcze raz. Wkrótce sprawdzę go w trudniejszych warunkach.

    • Krzysiek, 29 lipca 2019, 23:12

    Odpowiedz

    Michale!
    Powinieneś być ambasadorem Sony. Z jednej strony reklamowana nowość tego lata czyli ten właśnie obiektyw, z drugiej body do niego, które pozwala swobodnie korzystać z uroków poranka.

    1. Odpowiedz

      Krzysiu, jeśli ktoś będzie chciał, żebym był ambasadorem to będęe się zastanawiał. Póki co propozycji żadnej nie było 😉

    • Bogusław, 30 lipca 2019, 00:37

    Odpowiedz

    Obiektyw ładny, zdjęcia ładne, …ech, tylko fotografować… 🙂
    z pozdrowieniami 🙂

  1. Odpowiedz

    Gratuluję decyzji. Nowy sprzęt = nowe możliwości = dodatkowa motywacja.
    Będzie Pan zadowolony … 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.