Z życia dzięciołów dużych

Dziś będę kontynuował wątek dzikiego życia w mieście, tuż obok nas. Często przez nas niezauważanego. Dlaczego? Człowiek tak bardzo zaczął koncentrować się na sobie i swoich problemach, że przestał zauważać otoczenie. Są jednak sytuacje, kiedy obok natury mało kto przechodzi obojętnie. Do takich z pewnością należała ta, o której chcę dziś napisać.

O miejscu akcji dowiedziałem się od kolegi z pracy, który był tam na spacerze. Z lekkim niedowierzaniem postanowiłem jak najszybciej sprawdzić czy to możliwe, że dzikie ptaki nie robią sobie absolutnie nic z naprawdę bliskiej obecności człowieka. Okazuje się, że tak!

Dzięcioł duży, nasz bohater

Następnego dnia stawiam się we wskazanym na mapie miejscu. W parku jest chodnik, dość mocno uczęszczany przez spacerowiczów. Pół metra od tegoż chodnika rośnie drzewo, a w drzewie, jakieś 2 i pół metra od ziemi jest dziupla, z której dochodzi nieustanne piszczenie. W dziupli siedzi młody dzięcioł i co kilka minut przylatuje jego ojciec z pokarmem. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że mimo przechodzących obok ludzi, dorosły ptak wydaje się nie zwracać na nich uwagi. Czasem tylko, gdy ktoś podejdzie pod samo drzewo zobaczyć „co tam pipczy”, ojciec odlatuje na pobliskie drzewo i czeka aż ciekawski przechodzień nasyci swoją ciekawość. Trwa to najwyżej kilkanaście sekund, bo ludzie szybko tracą zainteresowanie.

Dla mnie taka sytuacja była idealna, żeby zrobić zdjęcia z dość bliskiej odległości. Jednocześnie miałem świadomość, że moje fotografowanie nie stanowi dodatkowego stresu dla ptaka. Stałem wszak na przeciwległym krańcu chodnika, dalej niż przechodzący obok drzewa ludzie. Dodatkowo, moja obecność trochę deprymowała przechodniów, którzy nie chcieli przeszkadzać. I dobrze.

A oto efekty popołudniowej sesji z dzięciołami.

Dzięcioły. Karmienie. Chwila słońca.
Czujny ojciec.
Dzięcioły. Karmienie.
Dzięcioły. Karmienie.
Dzięcioły. Karmienie.
Maluch w dziupli.

Słowo o sprawach technicznych

Bliskość modeli sprawiła, że mogłem skorzystać z relatywnie niewielkiego obiektywu 70-300 (ustawionego na 300mm) zamontowanego wraz z korpusem a7RIII na statywie. Zaletą tego rozwiązania jest względnie kompaktowy rozmiar sprzętu, co przy licznych gapiach nie jest bez znaczenia. Gdybym stanął na tym chodniku z Tamronem 150-600, to byłbym z pewnością większą sensacją niż ptaki. Drugą, jeszcze bardziej istotną cechą krótszej ogniskowej (300mm zamiast 600mm), jest możliwość zastosowania dłuższych czasów naświetlania i niższej czułości ISO. Dzięki temu udało się uzyskać całkiem dobrą jakość obrazu, pomimo nienajlepszych warunków oświetleniowych. Myślę też, że fajnie udało mi się skomponować w kadr zielone liście z gałęzi zwieszającej się obok dziupli. Przez to nie mamy samego gołego pnia, a jest to co lubię – dodatkowe plamy koloru. Patrząc całościowo myślę, że zdjęcia mogę zaliczyć do udanych.

2 komentarze

    • Kazik, 5 czerwca 2019, 08:13

    Odpowiedz

    Witam, Fajny i pouczający wpis. Obserwować przyrode trzeba wszędzie. Foty bardzo fajne. PS Czy naprawdę chodziło Ci o wydłużenie czasu otwarcia migawki? POzdrawiam i tak 3maj;)

    1. Odpowiedz

      Z tym czasem to trochę pokrętna logika, ale tak (wiesz, krótsza ogniskowa, mniejsze ryzyko ruszenia). Choć bardziej zależało mi na zmniejszeniu czułości w tym wypadku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.