Axalp 2018 – Góry, chmury i samoloty

Dobrze jest czasem zmienić perspektywę i spróbować innego rodzaju fotografii. Nie ukrywam, że od czasów dzieciństwa awiacja mnie pociągała. Niewiele w latach 80-tych dało się mieć, ale udało mi się wejść w posiadanie kilku plakatów z samolotami (tam pierwszy raz zobaczyłem SR-71…mmmmm 🙂 ) i książki o historii lotnictwa. Później jednak to zainteresowanie zeszło gdzieś na dalszy plan, inne rzeczy stały się ważniejsze. Jednak półtora roku temu iskra znów się zatliła. Podczas jednego z plenerów przyrodniczych kolega Witek pokazał namacalne efekty swojej głównej pasji – fotografii lotniczej. Byłem zachwycony tym co zobaczyłem, szczękę zbierałem z podłogi. Ustaliliśmy, że jak będzie organizował wyjazd na Axalp – jedną z najbardziej efektownych imprez lotniczych w Europie, da mi znać. Już wtedy wiedziałem, że zrobię wszystko, żeby pojechać. I udało się!

Axalp 2018 – mekka fotografów lotniczych

Wspomniana impreza lotnicza odbywa się w Axalp w środkowej Szwajcarii. Czego można chcieć więcej – wysokie góry, po których snują się pasma chmur, a pomiędzy nimi latają odrzutowce i śmigłowce? Nie są to tradycyjne pokazy, jest to raczej prezentacja umiejętności i kunsztu pilotów wojskowych Armii Szwajcarskiej. Piloci przede wszystkim ćwiczą latanie pomiędzy górami i strzelanie z działek pokładowych do celów zlokalizowanych na ich zboczach. Widownia w liczbie kilku tysięcy osób po wdrapaniu się na wysokość ok. 2300 m.n.p.m. (co trwa około 2 godzin, bo zaczyna się z poziomu 1500 m.n.p.m.) ma okazję podziwiać szybkie przeloty odrzutowców okraszone salwami z działek 20mm wzbogacone o elementy prezentacji zadań szwajcarskiej Luftwaffe. Atmosfera jest niesamowita, kiedy wszyscy w napięciu czekają, aż nagle wyłoni się eskadra F/A-18 Hornet i obsypie dolinę flarami. A potem akcja dzieje się już bardzo szybko, samoloty nalatują ze wszystkich stron. Fotografowie niemal jak w tańcu synchronicznym kierują swoje „lufy” w stronę samolotów, a oprócz huku silników słychać z każdej strony klapanie luster i chrzęst migawek. Taki rejwach trwa przez około dwie godziny, po czym kolejne dwie to przerwa.

Przerwa i… zaczynamy od nowa

To idealny czas na drugie śniadanie i regenerację. Niektórzy wykorzystują ten czas na w pełni uzasadnioną drzemkę. Cóż, żeby mieć dobre miejsca trzeba było wstać około 3:30 w nocy. Około 14:00 znów zaczyna być głośno, z dolny w ciągu ułamka sekundy wylatują Hornety, rzucają flary i spektakl zaczyna się od nowa, tym razem z komentarzem z głośników – to główna część pokazów. Oprócz F/A-18 latają także F-5 Tiger, Pilatus PC-7 i PC-21. Śmigłowce także są – tu króluje Eurocopter Super Puma ze swoim programem pokazującym możliwości maszyny. Na zakończenie imprezy kilka przelotów w różnych formacjach robi grupa Patrouille Suisse, latająca na F-5-kach. Ostatnie maszyny kończą pokazy około 16:00 i trzeba niestety wracać na dół, do cywilizacji.

W tym roku można było podziwiać stalowe ptaki podczas dwóch dni oficjalnych pokazów, jednego dnia oficjalnych ćwiczeń  oraz jednego dnia ćwiczeń nieoficjalnych. Góry to jednak góry i co roku bywa tak, że ze względu na trudne warunki atmosferyczne któryś dzień pokazów bywa odwołany.  W tym roku udało się bez odwołań, pogoda była świetna jak na połowę października – ciepło i słonecznie przez cały tydzień.

 

 

Góry i chmury

Widząc niesamowite widoki na każdym kroku trudno by było skupić się jedynie na pojazdach latających. Chmury przewalające się przez górskie szczyty czy inwersje w dolinach to powód, żeby poświęcić trochę czasu na fotografowanie krajobrazu. W Alpach Berneńskich jest mnóstwo miejsc wartych odwiedzenia. Gdyby mieć więcej czasu i być tam z tydzień dłużej, na pewno pojechalibyśmy jeszcze pooglądać lodowce, czy wjechalibyśmy na któryś z wyższych szczytów koleją linową. Czasu niestety na to wszystko nie starczyło, ale może i dobrze – będzie co robić kiedy następnym razem tam będę.

 

 

Czego się nauczyłem

Przede wszystkim pierwszy raz od wielu lat poczułem się jak fotograficzny nowicjusz i bardzo mi z tym dobrze. Fotografia lotnicza, mimo że w wielu aspektach podobna do fotografii przyrodniczej, ma swoją specyfikę, swoje zasady i swoje niuanse. Dzięki fantastycznemu gronu współtowarzyszy wyjazdu mogłem się wiele nauczyć. Po zgraniu i wywołaniu zdjęć już wiem co muszę poprawić i…poprawię to przy kolejnym podejściu. Każdemu polecam spróbować innego rodzaju fotografii niż robi na co dzień, bo daje to duży powiew świeżości i otwiera umysł na nowe pomysły we własnej dziedzinie. To nic nie kosztuje, a może dać „kopa”.

    • Bogusław Lasocki, 19 października 2018, 15:39

    Odpowiedz

    Dzięki Twoim zdjęciom przez chwilę czułem się, jakbym tam był. Ech, góry, … to jedna z moich miłości… Niełatwo dobrze pokazać je z dołu, ze ‚średniej’ perspektywy ukazują całą swą głębię i powagę. Stąd zresztą inna moja miłość – foto z drona – ze względu na możliwość kreowania tej perspektywy.
    A zdjęcia samolotów – to faktycznie swoista specjalizacja. Prowadzenie obiektywu poziomo za samolotem jest stosunkowo łatwe, ale ostrzenie na wprost zbliżającego się szybko myśliwca to naprawdę wyższa szkoła jazdy.
    Czy ‚mordka’ na fot 47/62 za smugą kondensacyjną myśliwca to rzeczywiście efekt turbulencji? Zresztą nieważne, pasuje do tego miejsca.
    Zdjęcia piękne, będę do nich wracał. Pozdrawiam!

    1. Odpowiedz

      Bogusławie, ja w Axalp chyba się zakochałem, bo im więcej czasu mija od powrotu stamtąd, tym bardziej tęsknię. Wrócę tam na pewno, choć ze względów różnych najprawdopodobniej nie za rok, a dopiero za dwa. Piszesz o łatwości prowadzenia obiektywu za samolotem… jednak wprawy to wymaga, a im dłuższe czasy naświetlania tym trudniej. Na śmigłowcach panoramowanych na 1/30 sekundy z ręki miałem bardzo dużo odpadu, przy odrzutowcach czasy są krótsze, ale też poro wylądowało w koszu. Dodatkową trudnością jest to, że samolot po prostu ucieka z kadru 🙂

  1. Odpowiedz

    Druhu Michale, przede wszystkim gratuluję lotniczych zdjęć z tej wyprawy!
    Choć piszesz, że czułeś się jak nowicjusz niektóre z nich są super, a wszystkie obejrzałem kilkakrotnie z podziwem, uznaniem i pewnym sentymentem. Cieszy mnie, że tego bluesa także czujesz.
    Z rozmaitych bowiem przyczyn (głównie jednak chyba rodzinnych) od pacholęcia interesowałem się lotnictwem. W późnych latach 50. i potem 60. ubiegłego wieku, a także już w „wieku dojrzałym” gromadziłem roczniki „Skrzydlatej Polski”, kleiłem modele samolotów – redukcyjne, ale także te latające szybowce (niektóre dotrwały do teraz ;-), łaziłem na wszystkie pokazy i regularnie dostawałem anginy przesiadując na Lublinku. Tam zresztą jeżdżę sobie do dziś.
    Gdybyś kiedyś (2019?) chciał z takich kadrów złożyć kilkunastozdjęciową ekspozycję to GaleryjKa „OlimpijKa” zaprasza Cię oficjalnie, ale niemniej serdecznie :-).
    Wszystkiego dobrego i do zobaczenia – Krzysztof K.

    1. Odpowiedz

      Krzysiu, jestem zaszczycony, że po raz kolejny chcesz prezentować moje zdjęcia w „Olimpijce”. Oczywiście zaproszenie przyjmuję z wielką radością, co do terminu to dostosuję się! Ale fajnie!

  2. Odpowiedz

    Dziękuję (z góry 😉 Michale za zgodę i taką dobrą reakcję do pomysłu/zaproszenia. Wpisuję więc do notesu, ale co do daty to chyba dopiero za jakiś czas będziemy mogli ją uzgodnić, bo na razie plan na przyszły rok dość płynny jest. Ale już się cieszę! Wszystkiego dobrego i do zobaczenia – Krzysztof K.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.