Przylaszczkowy zawrót głowy

Robienie zdjęć przylaszczkom to jeden z moich żelaznych punktów fotograficznej wiosny. To jedne z pierwszych kwiatów wiosennych dostępnych w moich okolicach i do tego po prostu są piękne. Bardzo lubię zestawienie brązów suchego listowia i fioletów czy niebieskości kwiatów.

W tym roku wybuch wiosny i wysokich temperatur pobudził do życia zarówno rośliny i zwierzęta. Tak jest zresztą co roku, tyle że zwykle proces ten rozciąga się w czasie i jest znacznie wolniejszy niż w ostatnich dniach. Temat fotografowania żab uznałem za bardziej priorytetowy, dlatego zakładałem nawet, że nie znajdę czasu na wyjazd do lasu w poszukiwaniu przylaszczek. Sprzyjające okoliczności, dobrze ułożony plan i wyrozumiałość rodziny sprawiły, że czas udało się wygospodarować. Pojechałem w miejsce, które znam i w którym wiedziałem, że będzie sporo kwiatów (dzięki precyzyjnej informacji od kolegi Michała). To co zobaczyłem na miejscu, przerosło moje najśmielsze oczekiwania! Kwiatowy dywan rozpościerał się na znacznie większej przestrzeni niż w latach ubiegłych.

Jak podejść do tematu?

To pytanie zadałem sobie jeszcze w domu podczas pakowania plecaka. Czy zabrać teleobiektyw i  obiektyw do makrofotografii, czy raczej skupić się na „wynalazkach” i szukać bardziej artystycznych kadrów? Spakowałem i to i to, przez co plecak był istotnie ciężki. Ale jak się człowiek nie umie zdecydować to musi mieć wytrzymałe plecy i nogi 😉

Już na miejscu okazało się, że przymiarki do stosowania różnych dziwnych obiektywów nie dają zbyt ciekawych rezultatów, więc w ruch poszedł stary dobry (no może nie taki stary jednak….) obiektyw do makrofotografii – 90mm. To był dobry wybór i choć używałem go w zasadzie jako teleobiektywu, to udało mi się znaleźć kadry, jakich jeszcze nigdy dotąd nie zrobiłem. A o to przecież w fotografowaniu chodzi, żeby ciągle gonić króliczka. Jestem bardzo zadowolony z efektów tej krótkiej, bo około godzinnej sesji.

Jeśli zastanawiacie się skąd te plamy barwne czy duże obszary nieostrości, to już spieszę z wyjaśnieniem. Po pierwsze, aparat leży zawsze na ziemi, dzięki czemu jestem w stanie uchwycić jako ostre tylko  same kwiaty. Po drugie staram się, żeby pomiędzy obiektywem, a fotografowanym obiektem znalazło się coś, co doda zdjęciu charakteru. Takim elementem mogą być liście albo kwiaty. Z racji bliskości obiektywu są nieczytelne, ale ich barwa jest widoczna w postaci rozmazanych plam. Tę technikę opisywałem już kilkakrotnie w ramach cyklu „Jak powstało to zdjęcie” [Jak powstało to zdjęcie]. Zachęcam do jej stosowania, bo przy odrobinie wprawy można osiągnąć bardzo ciekawe efekty. I zdjęcia mogą być inne iż wszystkie 🙂

3 komentarze

    • Michał Stanecki, 9 kwietnia 2018, 15:04

    Odpowiedz

    Świetna robota! Mistrzowskie rozpracowanie tematu.

    • Aneta, 11 kwietnia 2018, 08:23

    Odpowiedz

    Efekty rzeczywiście robią wrażenie! A mogę dopytać jaki masz aparat i jaki dokładnie obiektyw do makrofotografii?

    1. Odpowiedz

      Sony Alfa 6500, a zdjęcia zrobione obiektywem Sony FE 90/2.8 Macro. Ale takie zdjęcia można zrobić każdym aparatem z obiektywem od 90mm w górę, wystarczy trochę pokombinować i zastosować technikę, która opisałem pd zdjęciami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.