Nowe drzewa o świcie. Podejście drugie.

Drzewa o świcie to od dłuższego czasu jeden z moich ulubionych tematów w fotografii. Ostatnio opisywałem historię mojego pierwszego podejścia do nowo-zlokalizowanych drzew nad Grabią [tutaj: Nowe miejsce, nowe drzewa]. Przez ostatnie dni obserwowałem prognozy pogody właśnie pod kątem powrotu w to miejsce. A marzyło mi się sfotografowanie tych drzew na tle dramatycznie podświetlonych chmur. W świąteczną niedzielę w prognozie zwrócił moją uwagę nadchodzący wtorek…

Prognoza i oczekiwania

To co zobaczyłem na wykresach i prognozach map radarowych zachmurzenia wyglądało bardzo obiecująco – chmury średniego i wysokiego pułapu, wędrujące z zachodu na wschód. Dawało to nadzieję na efektowne światło. Na wykresie i mapie wyglądało to tak:

Na miejscu, czyli prognoza kontra rzeczywistość

Dotarłem na miejsce w momencie, kiedy chmury nad horyzontem zaczęły przybierać intensywnie purpurową barwę. Prognoza jednak trochę się „rozjechała” z rzeczywistością, bo chmur średnich jeszcze nie było po wschodniej stronie nieba. Wiedziałem, że teraz każda chwila się liczy i wszystkie ruchy starałem się wykonywać jak najszybciej się da – ubrać kalosze, naszykować aparat ze statywem i co najważniejsze – dotrzeć do miejsca, z którego zrobię fajne zdjęcia. To ostatnie okazało się największym wyzwaniem. To co wcześniej było zamarzniętym trzcinowiskiem okazało się być podmokłym na tyle, że w kilku miejscach kalosze nie gwarantowały przejścia suchą nogą. Trzeba było trochę pokluczyć. Na szczęście nigdzie po drodze nie „czerpnąłem” i w końcu udało mi się dotrzeć do miejsca, z którego chciałem wykonać zdjęcia. Zdążyłem…

Co prawda chmur średniego pułapu raczej nie było…ale i tak było pięknie. To najbardziej kolorowy moment tego świtu.

Trochę ciaśniejszy kadr, dzięki czemu mniej jest nieba, które w górnej części poprzedniego kadru było szaro-niebieskie.

Kilka chwil później, kiedy już światło przygasło, sięgnąłem po Composera. A nuż coś ciekawego się uda „wyrzeźbić”… niestety nie udało się 😉

Jeszcze jedno, tym razem z teleobiektywu.

I na koniec malutki bonusik – para żurawi.

To jeszcze nie jest to co chciałem sfotografować w tym miejscu, zatem przyjdzie mi jeszcze pojeździć 🙂

 

1 komentarz

  1. Odpowiedz

    Widzę, że nad Grabię wciąż warto – to cieszy. A żurawi to chyba przybywa z roku na rok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.